Monday, December 26, 2011

Tajlandia (2011): Ajutaja

TEXT AVAILABLE ALSO IN ENGLISH


Położona ok. 75 km od Bangkoku Ajutaja, dawna stolica kraju, to miejsce w sam raz na jednodniową wycieczkę. Jedziemy tam w poniedziałek 5 grudnia rano. Wracamy wieczorem. Oglądamy ruiny tego co pozostało po dawnej świetności państwa Tajów. Wycieczka do pradawnej stolicy nie była pewna do końca, bo tegoroczna powódź obeszła się z Ajutają okrutnie. Szybko jednak miejscowe władze z pomocą rządu centralnego i wolontariuszy uporały się z uporządkowaniem terenu. Nic dziwnego, wszak to jedno z najczęściej odwiedzanych miejsc przez turystów.


Ruiny starej stolicy zostały w 1991 r. wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego i Przyrodniczego Ludzkości UNESCO. Nie dba się jednak o nie za bardzo, w 2008 r. UNESCO zagroziło Tajlandii nawet, że skreśli obiekt z listy. Przewodniki radzą udać się raczej do Suchotaju, który również był niegdyś tajską stolicą. Jednak to miasto leży kilkaset kilometrów na północ od Bangkoku, dlatego pragmatycznie decydujemy się wybrać do leżącej bliżej Ajutaji.
W pociągu pierwsza niespodzianka – mamy bilety określane jako „standee” i chociaż są miejsca siedzące, konduktor każe nam stać. Na dworcu w Bangkoku kasjer nie uprzedził nas, że nie ma innych biletów, mogliśmy wybrać późniejszy pociąg. Nie żebym był tak słaby czy delikatny, ale półtorej godziny na stojąco w dusznym pociągu do przyjemności nie należy. Trzeba na dodatek uważać, żeby się nie przykleić do czegoś. Takie brudne i obskurne pociągi jeżdżą chyba tylko w Polsce.
Po drodze mijamy zalane tereny między Bangkokiem (w tym lotnisko Don Mueang) a Ajutają. Wszędzie dziesiątki pomp pracujących pełną parę, żeby nadążyć z odpompowywaniem wody. Podczas naszego pobytu jeszcze spływały wody z górskich terenów ku Zatoce Tajlandzkiej. Na szczęście, Ajutaja miała być już osuszona całkowicie, przynajmniej tak przeczytaliśmy na stronie departamentu odpowiadającego za public relations rządu tajskiego.

Pozostałości dawnej świetności zostały wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO

Warto wiedzieć

*Z Bangkoku najlepiej dojechać do Ajutaji pociągiem. Z dworca Hualamphong jest wiele kursów. Podróż trwa półtorej godziny. Za bilet drugiej klasy zapłaciliśmy po 20 batów za osobę.
*Można się też wybrać autobusem. Jeżdżą dość często z Terminala Północnego (Mochit Bus Terminal). Podróż trwa około dwie godziny.

Prom do centrum Ajutaji
*Do centrum Ajutaji, a co za tym idzie, również do miejsc atrakcyjnych dla turysty, trzeba przepłynąć promem przez rzekę, koszt 2 baty. Potem można wziąć tuk-tuka (300 batów za godzinę), wypożyczyć rower (40-50 batów na dzień) albo przespacerować się – to ok. 30 min.
*Wstępy do poszczególnych kompleksów ruin kosztują 30 batów (każdorazowo). Nam udaje się zwiedzić je za darmo, bo akurat są urodziny króla (5 grudnia – warto zapamiętać tę datę!).

Atrakcje

*Ayutthaya Historical Study Centre – codz. 9-16.30; wstęp: 100 bht; modele ukazujące rozwój miasta, pokazy multimedialne, dobry punkt startowy przed zwiedzaniem ruin

*w centrum znajduje się niewielkie jezioro Phra Ram i noszący tę samą nazwę park, wokół których mieści się kilka najważniejszych świątyń; podążając w kierunku zachodnim od akwenu, natkniemy się na kolejne zabytkowe kompleksy

*Wat Phra Si Sanphet i pałac Wang Lang – świątynia zbudowana w XIV w. to jedna z najlepiej utrzymanych tego typu obiektów w mieście, po pałacu pozostały już tylko ruiny; 8.30-17.30

*Wat Phra Mahathat – centrum świętego miasta, zbudowana w XIV w., ruiny, 8.30-17.30

*Wat Ratchaburana – po przeciwnej stronie Phra Mahathat, najlepiej zachowany prang na wyspie, z XV w., 8.30-17.30

*Wiharn Phra Mongkon Bopit – obok Wat Phra Si Sanphet, świątynia z najbardziej czczonym wizerunkiem Buddy, pn-pt 8.30-16.30, sb-nd 8.30-17.30

*Wat Na Phra Meru (Phra Mehn) – najlepiej zachowana świątynia; jedyna, która przetrwała zniszczenie; 8.30-16.30



Po przejściu kilku kompleksów decydujemy, że wystarczy i pora wracać. Przechodzimy jeszcze przez miejski targ i zatrzymujemy się na przepyszny obiad w lokalu tuż przed przystanią dla promów. Na dworcu okazuje się, że pociągi są opóźnione. Czytaliśmy o tym, że z powodu powodzi mogą występować zakłócenia w ich kursowaniu. Pojedziemy dwie godziny później niż planowaliśmy, na dodatek innym pociągiem. A co z naszymi biletami? Zachowują ważność – przekonuje nas urzędnik na dworcu.
Podróż trwa bez zakłóceń. Najgorsze zaczyna się kiedy już dojeżdżamy do Bangkoku. Skład zatrzymuje się na każdym skrzyżowaniu i czeka po parę minut. Niby nic, ale tych skrzyżowań jest całkiem sporo. Przejazd przez same przedmieścia Bankgoku zajął ponad godzinę! Dziwny system tu mają. Na dodatek nie wiemy za bardzo co się dzieje, bo nikt nic nie zapowiada, zresztą po tajsku i tak nie zrozumielibyśmy. Ale skoro inni pasażerowie nie denerwują się, to my też zachowujemy spokój...

Przeczytaj także:

Tajlandia (2011): Wstęp
Tajlandia (2011): Pattaya
Tajlandia (2011): Bangkok
Tajlandia (2011): Ko Samet

Share:

0 komentarze:

Post a Comment