Monday, December 26, 2011

Tajlandia (2011): Ko Samet

TEXT AVAILABLE ALSO IN ENGLISH


Do Pattayi wracamy 22 listopada nocą i pozostajemy tam dwa dni. 24 listopada rano jedziemy busem do Ban Phe, gdzie wsiądziemy na prom na wyspę Ko Samet. Tam będziemy do 1 grudnia.
Ko Samet – pisana też jako Koh Samet lub Ko Samed – to jedna z bardziej popularnych wysp Zatoki Tajlandzkiej. Jest bardziej popularna wśród Tajów niż wśród turystów z Zachodu, z uwagi na stosunkowo niewielką odległość od Bangkoku – można tu dojechać w 3-4 godziny. Oba te czynniki przeważyły, że wybraliśmy właśnie to miejsce, a nie na przykład Ko Phi Phi, znaną jako wyspa Bonda.


Dojazd

*Biura podróży w Bangkoku i Pattayi oferują przejazdy zorganizowane na Ko Samet; podróż trwa 3-4 godziny; koszt 200-400 batów, można kupić opcję z biletem na prom lub bez.
*Samodzielnie można dojechać z dworca wschodniego w Bangkoku do Ban Phe (autobus jedzie 4 godziny), ewentualnie do Rayong i stąd dalej do Ban Phe sogthaewem lub autobusem. Również z Pattayi trzeba jechać przez Rayong, bo nie ma bezpośredniego połączenia.
*Z Ban Phe, z dwóch głównych pomostów, w godz. 8.00-17.00 teoretycznie co kilkanaście minut kursują statki na wyspę, czasem rzadziej, jeśli jest mało pasażerów. Najlepiej wybrać ten prom, na którym jest najwięcej ludzi i bilet kupić na pokładzie (kosztuje tyle samo co w kasie). Trzeba tylko uważać, żeby wsiąść na prom, który dowiezie nas w pobliże interesującej nas plaży.

Prom z Ban Phe na Ko Samet
Promy wyglądają jakby pamiętały pradawne czasy, są chyba starsze niż pradziadkowie młodych sterników. Aż dziw, że toto jeszcze pływa...
Po dopłynięciu na miejsce możemy skorzystać z songthaewa albo… pójść nogami. Wyspa nie jest duża i zwykle do plaży można dojść w kwadrans do pół godziny. Przy okazji poznamy topografię wyspy. Jednak taki spacer w samo południe, kiedy żar leje się z nieba, drogi są w fatalnym stanie, a my mamy ciężką walizkę, nie zawsze należy do najprzyjemniejszych.
Bilet wstępu do parku narodowego
*Wyspa jest objęta parkiem narodowym, do którego wstęp jest płatny. Obecnie opłata wynosi 200 batów od osoby. Bilet należy mieć ze sobą, bo pracownicy parku mają prawo nas skontrolować. Dzięki temu, nawet jeśli wybierzemy się do Ban Phe, czyli opuścimy wyspę, wracając, nie musimy płacić ponownie.
*Na wyspie nie ma zbyt wielu sklepów. Większość turystów zaopatruje się w samoobsługowym i dobrze zaopatrzonym 7Eleven, tuż przy punkcie kontrolnym do Parku Narodowego.
*Na wyspie jest kilka bankomatów, przy sklepach 7Eleven. Nie zauważyłem natomiast nigdzie punktu wymiany walut.

Samoobsługowy 7Eleven
Ko Samet ma kilkanaście plaż. Największe to: Hat Sai Kaeo, Ao Hin Kok, Ao Phai, Ao Tub Tim i Ao Nuan. Jednak rozczaruje się ten, kto spodziewa się szerokich, ciągnących się kilometrami, piaszczystych połaci. Tutejsze plaże są wąziutkie i krótkie, poprzecinane kamienistymi zejściami i klifami. Te skały bardzo malowniczo prezentują się o zachodzie słońca. Bardzo ładnie wychodzi to na zdjęciach... Większość turystów robi też zdjęcia przy rzeźbie syrenki. Ten koszmarek postawiono tu chyba właśnie w tym celu, ale w mojej opinii piękne to nie jest.

Plaża Ao Hin Kok
Baza noclegowa jest dość dobrze rozwinięta, w większości są to małe skupiska bungalowów. W szczycie trudno tu o chatę z łazienką i klimatyzacją za mniej niż 1200 batów. Pokoje można wynająć już od 500 batów, ale zazwyczaj dostaniemy ciasną klitkę z wentylatorem i wspólną łazienką.

Jep's Bungalows
My trafiliśmy do Jep's Bungalows, które do tanich nie należą, ale w cenie były wszystkie wygody plus śniadanie w formie szwedzkiego stołu – i to naprawdę obfitego.

Popołudniowa kawa na plaży
Zjeść można w kilkunastu, może nawet kilkudziesięciu lokalach, które rozlokowane są wzdłuż plaży i głównej drogi przecinającej wyspę. Można tu dostać obiad zarówno za 200 batów, jak i za 1000. Kawa podobna w smaku do naszej neski kosztuje 40 batów, ale taka z ekspresu już 80. Piwo można kupić za 80-120 batów.
Przewodniki straszą przed komarami. Nie zauważamy jakiejś szczególnej ich inwazji, ale wieczorami środek z DEET przydaje się.

Według mojej opinii, Ko Samet to miejsce na najwyżej tygodniowy wypoczynek. Pierwotnie planowaliśmy tu spędzić 11 dni, ale po tygodniu zaczęliśmy się nudzić niemiłosiernie. Poza plażą i opalaniem się, chodzeniem na kawę czy piwo i kilkoma opcjami różnych wycieczek nie ma tutaj co robić. Z drugiej strony, ma to swoje zalety: wyspa nadaje się doskonale na wypoczynek i wyciszenie. Nie napotkamy tutaj hord niemieckich czy angielskich nastolatków balujących do świtu przy dudniących rytmach techno i rzygających gdzie popadnie. W weekendy wyspa zapełnia się grupami młodzieży tajskiej lub całymi rodzinami, ale miejscowi nie przesiadują do późna i nie hałasują tak jak młodzież z Europy.

Jedna z plaż Ko Samet po południu. Odpływ odsłonił skały

Wycieczki

Wiele biur proponuje dodatkowe atrakcje podczas pobytu na Ko Samet. Poniżej parę słów o najpopularniejszych z nich.
*Wycieczka po przygodę na siedem wysp. Łódź zabiera nas na wyspę Ko Kudi, następnie zwiedzanie farmy hodowli żółwi na Ko Mun Nai, skąd płyniemy na Ko Mun Klang. Dwie kolejne wyspy to Mun Nok i Ko Talu, gdzie można podziwiać przepiękne krajobrazy. Czas: 10-17, cena 1200 batów, w cenie: sprzęt to snorkelingu, lunch, owoce i napoje.
*Wyspa koralowa, cztery wyspy. Wycieczka szybką łodzią na Ko Kudi, Ko Kham, Ko Plateenand, Ko Talu, gdzie są piękne plaże. Powrót na Ko Samet i zwiedzanie hodowli ryb i żółwi. Czas: 12-17, koszt: 600 batów, w cenie: sprzęt do snorkelingu, lunch, owoce i woda mineralna.
*Odkryj wyspę Ko Samet. Wyprawa łodzią wokół wyspy. Snorkeling na plaży Ao Phrao. Na koniec wizyta na farmie ryb i żółwi. Czas: 12-15, cena: 400 batów, w cenie: sprzęt do snorkelingu, owoce i woda mineralna.
*Wyprawa o zachodzie słońca. Łódź zabiera chętnych wokół wyspy. Na plaży Ao Phrao przewidziane pływanie w morzu, opalanie się, snorkeling, podziwianie zachodu słońca. Czas: 16-18, koszt: 400 batów, w cenie: sprzęt do snorkelingu, owoce, woda mineralna.

Malownicze skały na jednej z plaż
Jak już wspomniałem, mieliśmy tu spędzić 11 dni, wyjeżdżamy po tygodniu. W międzyczasie, żeby nieco odpocząć od słońca, zdecydowaliśmy wybrać się na wycieczkę do Ban Phe. Strata czasu! Umordowaliśmy się okropnie w tym upale, a w mieście naprawdę nie ma co robić, poza przejściem się wzdłuż głównej ulicy i zaglądnięciem do kilku sklepów z pamiątkami i telefonami komórkowymi.
Z Ko Samet jedziemy do Pattayi, skąd mamy autobus do Bangkoku. Tam spędzimy ostatnie dni naszych wakacji – jeden dzień poświęcimy na wycieczkę do Ajuttaji, która niegdyś była stolicą państwa Tajów.

Songthaew - popularny środek transportu w Tajlandii
Aby lepiej poznać wyspę, decydujemy się przejść z walizkami do naszego bungalowu

Share:

0 komentarze:

Post a Comment