Friday, November 4, 2011

Arabski – czas na powtórkę

Do arabskiego podchodziłem kilka razy. Uwielbiam brzmienie i intonację tego języka. Pasjonuje mnie też kultura arabska. Jak każdy początkujący natknąłem się na nierozwiązywalny problem: uczyć się MSA, czyli Modern Standard Arabic, czy któregoś z dialektów. Przejrzałem mnóstwo forów i blogów językowych w poszukiwaniu właściwej odpowiedzi i kiedy już decydowałem się na pierwszy wariant, kolejne opinie sprawiały, że skłaniałem się ku drugiemu.

Dla niewtajemniczonych zaznaczę krótko, że MSA to język oficjalny, używany w gazetach, stacjach telewizyjnych i radiowych. To generalnie język pisany, uważany za poprawny gramatycznie, bez naleciałości. Natomiast dialekt to język, którym mówi się na co dzień, w filmach, piosenkach. O ile MSA jest dobry to oglądania np. stacji Al Dżazira czy czytania powieści arabskich, o tyle do porozumiewania się podczas pobytu na wakacjach w Egipcie przydaje się dialekt. I bądź tu mądry…
W takiej sytuacji kupiłem książki i materiał audio zarówno do MSA, jak i do dialektu – egipskiego. Przynajmniej tutaj nie miałem wątpliwości. Ten dialekt, choć nie jest używany poza Egiptem, to dzięki dużej popularności egipskich oper mydlanych i wykonawców pop, staje się coraz bardziej zrozumiały w innych państwach regionu. Poza tym, Egipt jest krajem, do którego chciałbym pojechać w najbliższej przyszłości.
To niezdecydowanie między MSA a dialektem egipskim spowodowało, że najpierw przez kilka tygodni uczyłem się MSA, potem przerzuciłem się na egipski, a potem znowu sięgnąłem po MSA, żeby po kilku dniach jednak przejść na egipski. I na razie przy tym trwam. W międzyczasie (wiem, puryści językowi powiedzą, że w języku polskim nie ma „międzyczasu”, a ja będę się upierał, że jednak jest, w języku mówionym) uczyłem się pisać arabskie szlaczki, które wbrew pozorom nie są takie trudne do opanowania. Większy problem stwarza to, że w języku arabskim nie zapisuje się samogłosek krótkich, a litera „alif” może być odczytywana jako „a”, „i” lub też „u”. Na dodatek w szybkiej wymowie brzmi też czasem jak „e”. Dobra książką jest Teach Yourself Beginner's Arabic Script.

Wracając do nauki, w moim telefonie i odtwarzaczu mp3 są teraz katalogi „Pimsleur Egyptian Arabic”. Ten kurs językowy obejmuje 30 piętnastominutowych lekcji. Do dzisiejszego przedpołudnia przerobiłem pięć. Więcej o Pimsleur Language Programmes napisałem przy okazji kursu języka tureckiego, można o tym przeczytać tutaj.
Jednocześnie studiuję pilnie książkę „Colloquial Arabic of Egypt” autorstwa Jane Wightwick. Jedyny problem to fakt, że dialogi są podane w transkrypcji, a pisownia arabska jest podana w aneksie na końcu książki. Utrudnia to dobre poznanie języka, zarówno w warstwie mówionej, jak i pisanej. A przynajmniej w moim przypadku nie chcę tylko mówić i słuchać, ale też chciałbym umieć czytać i pisać.

Listopad i grudzień będą miesiącami poświęconemu językowi arabskiemu. Mam nadzieję, że do końca grudnia uda mi się skończyć zarówno kurs Pimsleura, jak i podręcznik z serii „Colloquial”. Część materiału już kiedyś przerabiałem, teraz czeka mnie solidna powtórka.
Rozglądam się też za jakąś muzyką, a właściwie piosenkami, które mógłbym nucić, ucząc się przy okazji trochę słownictwa. Natomiast z żalem zorientowałem się wczoraj, że uciekł mi gdzieś z satelity Nile TV – egipska stacja telewizyjna. Mam nadzieję, że nie zakodowano sygnału, a tylko przeniesiono go w inne miejsce.
Share:

0 komentarze:

Post a Comment