Sunday, October 9, 2011

Dzisiaj narysujemy śmierć

„Pytany jestem często, jak znoszę to, o czym piszę. Jaką osobistą cenę za to płacę? Odpowiedź nie wydaje mi się ani ważna, ani specjalnie interesująca. Wolałbym, aby ktoś, kto sięga po moją książkę, sam siebie spytał: dlaczego o tym czytam? Dlaczego się z tym mierzę?” – napisał Wojciech Tochman, autor książki „Dzisiaj narysujemy śmierć”. Książki-reportażu o ludobójstwie w Rwandzie, do którego doszło w 1994 roku.

Czytając tę książkę nie sposób nie zadawać sobie dziesiątków pytań:. Jak mogło dojść do takiej rzezi? Dlaczego świat nie zareagował? Dlaczego sąsiad obrócił się przeciwko sąsiadowi? Jak można wymordować setki tysięcy ludzi w tak krótkim czasie? Dlaczego większość odwracała głowy? Nawet przedstawiciele duchowieństwa? Dlaczego chronili monstrancję, a nie żyjących ludzi? Takie pytania łatwo zadawać, gdy siedzi się w wygodnym fotelu i czyta o tych wszystkich wstrząsających wydarzeniach. Jak ja bym się zachował? Czy wystarczyłoby mi odwagi, żeby pomóc? A może głupotą jest pomagać ze świadomością, że zapewne zginie i ten co pomaga, jak i ten, który pomoc uzyskał? No właśnie. To jedno słowo „zapewne” robi dużą różnicę. Mimo to, odpowiedź nie jest taka oczywista. Siedząc w fotelu z książką w ręce, kiwam głową z niedowierzaniem i mówię do siebie „ja bym zareagował”. Czy taka sama byłaby odpowiedź, gdybym był tam, na miejscu, w Kigali, Gikondo, Butare...?

Wojciech Tochman jest reportażystą, nic więc dziwnego, że jego książka jest takim właśnie reporterskim zapisem jego podróży do Rwandy i próbą ogarnięcia tego, co stało się tam w 1974 roku, dlaczego tak się stało, a przede wszystkim co było potem. To „potem” wcale nie jest takie oczywiste, białe, można by rzecz: jeszcze bardziej pogłębia tragedię, do której doszło.
Opisywane przez Tochmana postaci mają imiona i nazwiska, choć nie zawsze, niektórzy chcieli pozostać anonimowi. Mamy pewność, że autor opowiada o ludziach, konkretnych, z krwi i kością, a nie o masie. Choć taki właśnie charakter miało rwandyjskie ludobójstwo – masowy.

W kraju wielkości nieco ponad 26 tys. km kw., czyli mniej niż jedna dziesiąta Polski, żyje ponad 10 mln ludzi. Z jednej strony ludzie żyją blisko siebie, z drugiej – są sobie na tyle obcy, że przynależność rasowa czy raczej plemienna ma tak wielkie znaczenie. Podziały istniały od zawsze, ale zaczęły się nasilać w czasach kolonialnych na początku XX wieku, by wybuchnąć w 1994. Według różnych szacunków wymordowano wtedy około miliona ludzi! Wielu z nich ginęło w potwornych męczarniach, zasiepani maczetami, zarąbani maczetami, z wybebeszonymi wnętrzami, jako ofiary zbiorowych, brutalnych gwałtów.
Czy jednak ludobójstwo w Rwandzie jest takie niezwykłe? A co działo się w Indochinach? A w krajach byłej Jugosławii po jej rozpadzie? Żeby nie sięgać dawniejszej historii. Czy więc naprawdę nie można nic zrobić, żeby takim tragediom zapobiec? To pytanie chyba najbardziej boli, bo podświadomie każdy z nas podejrzewa jaka jest odpowiedź...

Tytuł: „Dzisiaj narysujemy śmierć”
Autor: Wojciech Tochman
Wydawnictwo: Czarne, Wołowiec 2010
Stron: 152

O ludobójstwie w Rwandzie można przeczytać na dziesiątkach stron w Internecie. Poniżej link do jednej z pierwszych (w języku polskim), która pojawia się w wyszukiwarce po wklepaniu słów: Rwanda, ludobójstwo
Share:

0 komentarze:

Post a Comment