Tuesday, September 20, 2011

Maroko (2007), cz.4: El-Dżadida, Rabat, Tanger


TEXT AVAILABLE ALSO IN ENGLISH

DISPONIBLE TAMBIÉN EN ESPAÑOL


W poniedziałek 24 września rano wyjeżdżamy do El-Dżadida w zachodniej części Maroka, na wybrzeżu Oceanu Atlantyckiego. Miasto zostało założone na początku XVI w. przez Portugalczyków. Pod ich panowaniem pozostało do drugiej połowy XVIII w. Autobusy dalekobieżne z Marakeszu odjeżdżają z głównego postoju przy Bab Doukkala, ok. 20 minut od Dżemaa el-Fna. Bilet lepiej kupić dzień wcześniej albo wcześnie rano. My wybieramy pociąg (bilet: 114 dh).


El-Dżadida

W jednej z uliczek Cite Portugaise
Dworzec leży na krańcu miasta, ok. 15 minut spacerem od medyny. Do centrum jeżdżą petit taxi.
W centrum jest kilkanaście hoteli, ale wszystkie bardzo stare, zniszczone, wybór nie powala na kolana, standard poniżej średniej. Nic dziwnego, to miejsce wypoczynku miejscowych, turyści rzadko się tu pojawiają. Od razu wyczuwamy to na ulicy, wzbudzając ogólne zainteresowane.
Biuro informacji turystycznej (Delegation de Tourisme) znajduje się przy Ave de FAR. Miła, pomocna obsługa.

Wybieramy Hotel de France w samym centrum. Stary odrapany budynek, wielki jak pałac, ale pusto tu i ciemno. Za to z okna rozciągają się bajeczne widoki na morze. Ciepły prysznic, ale w łazience towarzyszy nam trochę robactwa. Jesteśmy chyba jedynymi turystami. Na tym samym piętrze śpią jeszcze jacyś miejscowi robotnicy. Generalnie, miejsce to robi na nas okropne wrażenie i mimo że zapłaciliśmy za dwie noce, uciekamy po jednej.
Na ulicy mijamy chyba dwie, trzy białe osoby, turystów tu jak na lekarstwo. Widać to po zachowaniu miejscowych sklepikarzy i restauratorów. Przed 18.30, kiedy kończy się dzień, nie ma mowy o kupieniu czegoś do zjedzenia. W takim razie idziemy zwiedzać.

Centrum El-Dżadidy to jeden z najdoskonalszych przykładów portugalskiej architektury militarnej. Na północnym krańcu miasta jest medyna, nazywana Cite Portugaise (Portugalskie Miasto), wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, otoczona murami i bastionami, z kilkoma opustoszałymi kościołami przy wąskich alejkach.
Warto zobaczyć Cisterne Portugaise, Bramę Morską (Bab el-Bahr) – oryginalną bramę prowadząca do portu. Można wejść na wały i obejść fortecę z bastionami. Przy Bastion St. Sebastian stoi odrestaurowana synagoga. Przy wejściu do Cite Portugaise znajduje się kościół Wniebowstąpienia, w którym obecnie mieści się ośrodek kultury. Sąsiaduje z nim Wielki Meczet.

Widok na port w El-Dżadida
W południowej części miasta rozciąga się nowe miasto (ville nouvelle), gdzie znajdują się bardziej eleganckie sklepy i restauracje, ale nie po to przyjechaliśmy do Maroka. Cała frajda w smakowaniu miejscowego klimatu!

Rabat

We wtorek 25 września po południu wyjeżdżamy do Rabatu. Stolica kraju, założona w XII w., leży na wybrzeżu Oceanu Atlantyckiego, liczy ponad 1,5 mln mieszkańców. Autobus jedzie około 3 godziny. Przyjeżdżamy tuż po 19.00.

Informacje praktyczne
*Główny dworzec autobusowy znajduje się na placu Zerktouni, 3 km na zachód od centrum. Można tu dotrzeć autobusami z Bab el-Had (nr nr 17, 30, 41 – bilet 3 dh) albo petit taxi (15 dh).
*Informacja turystyczna znajduje się w dzielnicy Agdal, na rogu ulic Oued el-Machzen i Zellaka, dysponuje kilkoma broszurami.
*W Rabacie nie ma problemu z hotelami. Nawet w medynie są dość porządne, z łazienkami i gorącą wodą, niedrogie.

Zwiedzanie:
Cytadela Kazba el-Udaja
*Medyna, czyli stare miasto;
*Wielki Meczet – uwaga: wejście tylko dla muzułmanów;
*Cytadela Kazba el-Udaja; główna brama – Bab Udaja to chyba najpiękniejsza brama w mauretańskim świecie;
*Pałac Królewski Dar el-Machzen z XVIII w., można go  zwiedzać tylko w jednym dniu w roku, 11 stycznia, więc my możemy obejrzeć go z daleka, a właściwie tylko mury, za którymi jest ukryty;
*Mauzoleum Mohameda V z 1971 r.;
*Meczet Hassana – ruiny najbardziej ambitnej almohadzkiej budowli z XII w., z ogromnym minaretem (Wieża Hassana), niedaleko mauzoleum Mohameda V;
*W nowym mieście (ville nouvelle) główne atrakcje to almohadzkie mury i bramy, cytadela Szalla (najpiękniejsze marokańskie ruiny) i znakomite Muzeum Archeologiczne.

Mauzoleum Mohameda V
W Rabacie można wieczorem posiedzieć w jednej z kawiarni przy Alei Mohameda V lub w przyjemnym parku Triangle de Vue, gdzie jest kawiarnia i barwny targ kwiatowy. Najtańsze lokale znajdują się jednak w obrębie medyny, warte polecenia są te zlokalizowane przy Bab Dżadid.
W Rabacie jesteśmy do soboty 29 września rano. W południe wsiadamy w pociąg do… Marrakeszu. To miasto tak nas urzekło, że postanawiamy tam wrócić na parę dni (bilet: 112 dh)

Tanger

Medyna w Tangerze, w dali opustoszały budynek Teatro Cervantes
Z Marakeszu jedziemy klimatyzowaną kuszetką do Tangeru na północnym wybrzeżu (bilet: 350 dh). Spędzamy tu jedną noc, żeby następnego dnia wsiąść na prom do Hiszpanii.
Pociągi zatrzymują się na nowym dworcu Tanger Ville we wschodniej części miasta, około 3 km od portu. Do centrum najlepiej dojechać petit taxi. Samo miasto jest nieciekawe. Wielka, ciągnąca się kilometrami plaża, jest brudna, podobnie morze. Może lepiej jest przy kompleksach hotelowych, ale jesteśmy zbyt zmęczeni i decydujemy się zostać w starym mieście.
Bez problemu można tu znaleźć w miarę tani nocleg i dobrze zjeść w jednej z wielu restauracji.
Wieczorem mamy za to czas na zrelaksowanie się podczas spaceru dłuuugą promenadą, pięknie oświetloną i pełną zadbanych drzew i krzewów po obu stronach. Poza tym nie ma tu za bardzo co robić. Niegdyś miasto to słynęło jako miejsce hazardu i narkotyków. Teraz jest raczej senne, ale zapewne jako miejscowość portowa nadal służy różnym, niekoniecznie uczciwym celom.

Plaża w Tangerze
Promy do Hiszpanii odpływają zwykle z godzinnym opóźnieniem. W porcie należy się stawić na godzinę przed oficjalnym czasem, żeby zdążyć dopełnić formalności. W terminalu w okienkach „depart” otrzymuje się zezwolenie na wejście na prom i formularz wyjazdowy. Należy go zanieść wraz z paszportem do policyjnego biura „visa de passeport”, tu dokument zostanie ostemplowany i dopiero wtedy można podejść do policji celnej. Podróż trwa nieco ponad pół godziny (bilet: 320 dh).
Płynąc do Hiszpanii trzeba pamiętać o różnicy stref czasowych. Wysiadając na brzegu hiszpańskim, tracimy dwie godziny!

Przeczytaj także:
Maroko (2007), cz.1: Fez
Maroko (2007), cz.2: Merzouga, Tinghir
Maroko (2007), cz.3: Marakesz

Share:

0 komentarze:

Post a Comment