Tuesday, September 20, 2011

Maroko (2007), cz.3: Marakesz


TEXT AVAILABLE ALSO IN ENGLISH

DISPONIBLE TAMBIÉN EN ESPAÑOL


Marakesz to jedno z tych miast, do których chcesz wrócić ze względu na atmosferę. To bez wątpienia jedno moich ulubionych miejsc. Może kiedyś będzie okazja jeszcze raz tam pojechać. Ryanair oferuje dużo połączeń, z Londynu, Girony (pod Barceloną), Mediolanu, Frankfurtu – ale trzeba się tam wcześniej dostać. W ostatnich miesiącach bilety lotnicze podrożały, więc taka składana podróż nie wychodzi już tak tanio, jak jeszcze parę lat temu. Poza tym trzeba zwykle spędzić prawie cały dzień albo dwa w miejscu przesiadki, które niekoniecznie jest miejscem moich marzeń.

Urzekający Marakesz

Niegdysiejsza stolica Maroka liczy obecnie nieco ponad milion mieszkańców. Ma wiele miejsc wartych zwiedzenia, ale nam najbardziej do gustu przypadł główny plac – Dżemaa el-Fna. To jedno z najczęściej odwiedzanych przez turystów miast kraju. Mnóstwo tu hoteli, hosteli, restauracji, kawiarni. Nie ma problemu, żeby nawet w środku ramadanu objeść się do woli. Nikt nie patrzy złowrogo, kiedy idziesz z puszką coli w ręce albo z papierosem w ustach.

Będąc w Marakeszu na okrągło można pić świeżo wyciskany sok
z pomarańczy, kosztuje grosze
Nocleg znaleźć łatwo, nie można się tylko dać namówić naciągaczom, którzy prowadzą nas od miejsca do miejsca, a potem – jeśli zdecydujemy się gdzieś zostać, wyciągają rękę po swoją prowizję, tłumacząc, że mają na utrzymaniu dużą rodzinę. Najlepiej ich ignorować i samemu wejść do paru hoteli. Oczywiście trzeba spróbować w paru miejscach, żeby sprawdzić ceny. I koniecznie targować się! 
Podobnie jak w innych krajach Maghrebu, miejscowi uważają, że biały turysta, nieważne z jakiego kraju przyjeżdża, jest bogaty, i można od niego żądać znacznie wyższych cen. Znalezienie noclegu w hostelu za 25 zł od osoby (z łazienką i ciepłą wodą) w przeliczeniu na złotówki nie powinno stanowić problemu.
Na głównym placu i w jego okolicach jest mnóstwo lokali, gdzie można tanio i dobrze zjeść, napić się kawy albo miętowej herbaty. Jest doskonała, przyrządzana z czarnej herbaty, a do szklanki wkłada się kilka liści świeżej mięty.

Plac Dżemaa el-Fna widziany z tarasu jednej z kawiarni

Zwiedzanie

Sklepiki Wielkiego Suku nocą
Wielki Suk – czyli ogromne targowisko, na którym można znaleźć wszystko, czego dusza zapragnie. Wbrew pozorom kramy i skepiki są bardzo logicznie rozlokowane. Jeśli szukasz butów, szukasz suku „butowego” i masz tam co najmniej kilkanaście sklepików i kramów; jeśli rozglądasz się za biżuterią – kilkanaście albo i kilkadziesiąt sklepików, itd. 
Podobno jest tutaj około 11 tysięcy sklepów, które są ulokowane przy alejkach o łącznej długości 9 km!

Dżemaa el-Fna – wielki plac w sercu medyny, założonej w XI wieku, wpisanej na Listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO. Tego się nie da opisać! Wygląda to dokładnie jak na filmach: stragany z przyprawami w tylu kolorach aż głowa boli, obok wróżbici, dalej akrobaci, jeszcze dalej fakir z kobrą, obok kobiety wykonujące henną makijaż, jeszcze gdzie indziej beznodzy poeci, a za nimi muzycy grający na najróżniejszych instrumentach.
Plac jest najciekawszy nocą, kiedy do tego wszystkiego dochodzą dziesiątki kramów z jedzeniem i piciem, wszystko rozświetlone jak u nas na sylwestra. Nie wiem, czy tak jest zawsze, wszak jest ramadan – więc życie toczy się tu także nocą.

Meczet Kutubijja
Meczet Kutubijja – zbudowany w XII w., bliziutko Dżemaa el-Fna, z wysoką na 77 metrów wieżą minaretu, trudno go przegapić.

Ogrody Menara, Ogrody Agdal – założone w XII wieku, miejsce na relaks wśród zieleni.

Medresa Alego Ibn Jusufa – szkoła koraniczna, o pięknej architekturze.

Grobowce Saadytów – niedaleko Pałacu Królewskiego, który niestety nie jest do zwiedzania, bo jest rezydencją rodziny królewskiej podczas pobytu w Marakeszu.

Mury obronne i liczne bramy.

Poza sukami, zakupy można też robić w "normalnych" sklepach. Miejscowi chodzą tam rzadko, bo i po co, skoro na targu jest wszystko. Atrakcją są też uliczni handlarze, rozkładający swe towary prostu na ulicy. Nie można wręcz się przejść taką handlową alejką. Niekoniecznie trzeba coś kupić, ale zawsze warto pooglądać. Czego tu nie ma! Paski z wielkimi błyszczącymi klamrami prosto od "Armaniego", zegarki "Dolce & Gabbana", spodnie od "Versace", torebki od "Vuittona". Wiem, wiem, powinno się to tępić, bo to podróby, na dodatek zapewne z Chin, ich kupno świadczyłoby o bezguściu i złym smaku. Ale kto mówi o kupowaniu? To po prostu kolejna atrakcja...

Hammam

Będąc w Maroku nie wolno wręcz nie pójść do hammamu. Trzeba od razu zaznaczyć, że generalnie są dwa rodzaje – turystyczne, bardziej luksusowe, przypominają nasze gabinety spa, oraz te dla miejscowych, czyli z prawdziwego zdarzenia. Wybierzcie ten prawdziwy!
Kilka słów o hammamie. Można zabrać swoje przybory toaletowe albo wypożyczyć je lub kupić na miejscu, można wtedy jednak dostać niekoniecznie czysty ręcznik, więc lepiej polegać na swoich utensyliach. Oczywiście mężczyźni osobno, kobiety osobno – innym wejściem albo w innych godzinach. Dobra rada: koniec języka za przewodnika, łaźnie dla miejscowych zwykle nie są oznaczone. Dobrze jest popytać w hotelu o ceny. Jeśli ich nie poznamy, na pewno zażyczą sobie kilka razy więcej niż od miejscowych. Mimo że nadal tanio w przeliczeniu nawet na złotówki, to lepiej te pieniądze wydać na co innego.

Wizyta w hammamie składa się z kilku etapów. Pierwsze pomieszczenie to duża sala z podgrzewaną podłogą. Kładziemy się na marmurowych ławach albo po prostu na posadzce. Lepiej zlać ją wcześniej kilka razy wrzątkiem, żeby ją wyparzyć (wiadra są do dyspozycji). W ten sposób przygotowujemy skórę na mycie. Dodatkowo gorące powietrze pomaga się zrelaksować i rozluźnić.  Tak przygotowani przystępujemy do ablucji. Pierwszego mycia zwykle dokonujemy sami. Potem następuje mycie właściwe – w kolejnym pomieszczeniu. Miejscowi używają do tego specjalnie przygotowanego mydła i szorstkiej lnianej rękawicy. Można zamówić łaziebnego. Jeśli ktoś wszedł do hammamu sam, może poprosić kogokolwiek obok o pomoc. Potem przyjdzie czas na rewanż. Nie należy dopatrywać się w tym żadnych dwuznaczności. To normalna praktyka w hammamie. Najpierw ja szoruję plecy tobie, a za chwilę proszę cię o to samo.
Po właściwym myciu, możemy jeszcze poprosić o masaż. Następnie, w kolejnym pomieszczeniu, jeszcze raz płuczemy całe ciało, warto to zrobić chłodniejszą wodą, nawet zimną.
Po takiej wizycie jesteśmy jak nowo narodzeni! Po takich zabiegach, zwłaszcza szorstką rękawicą, człowiek naprawdę czuje, że jest czysty. Nasze kąpiele w wannie przy tym co robimy ze sobą w hammamie, to jakby płukanie się w stojącej wodzie...Nawet jeśli ktoś nie lubi publicznych łaźni, warto choć raz spróbować. Po wszystkim można jeszcze chwilę posiedzieć w głównym holu i napić się herbaty.

Na ulicy Marakeszu
Share:

0 komentarze:

Post a Comment