Monday, March 14, 2011

Indie (2010), cz.2: Agra

TEXT AVAILABLE ALSO IN ENGLISH

DISPONIBLE TAMBIÉN EN ESPAÑOL


Agra to jedno z najbardziej tłumnie odwiedzanych miejsc w całych Indiach, a to z powodu słynnego Taj Mahal (notabene: to nie pałac, tylko grobowiec). Miasto ma ponad 1,5 mln mieszkańców, ale jak na standardy indyjskie jest małe. Na Agrę wystarczy jeden dzień. Poza Taj Mahal i fortem nie ma tu co robić.

Taj Mahal – jeden z siedmiu cudów świata

Do Agry wyruszamy rano we wtorek 19 października, kwadrans po szóstej (bilet na ekspres Bhopal Shatabdi: ok. 400 INR, jedzenie w cenie). Podróż trwa dwie godziny. Z dworca Agra-Cantonment do miasta i Taj Mahal jest około 2 km, nie ma mowy, żeby w upale iść z tobołami na plecach.
Na dworcu jest informacja, miły pan tłumaczy nam co i jak, podaje nawet orientacyjne ceny, żebyśmy nie dali się naciągaczom. Chcemy zostawić bagaże w przechowalni (choć przewodniki to odradzają), ale że mamy plecaki, których w żaden sposób nie da się zamknąć na kłódkę (to wymóg), to pan z przechowalni bezceremonialnie i stanowczo odmawia.
Przed dworcem obskakują nas naganiacze. (Przewodniki uczulają, że to jedno z najgorszych miast pod tym względem.) Za nimi majaczy budka pre-paid, ale my nie w ciemię bici. Czekamy aż inni turyści zapakują się do taksówek i wypchają portfele naciągaczom. Kręcimy się chwilę, jemy krakersy, pijemy kawę i dopiero kiedy robi się pusto, rozpoczynamy targi. Za taksówkę z dodatkowym przewodnikiem na pół dnia zapłacimy 500 INR. Ładujemy plecaki do bagażnika i ruszamy. Z duszą na ramieniu idziemy zwiedzać Taj Mahal, zostawiając bagaże na dwie godziny w rękach naszych przewodników. (Nie ucierpiały.)
Taj Mahal jest najbardziej znanym indyjskim zabytkiem i oczywiście najdroższym (czynne: sb-cz 6-19). Bilet dla obcokrajowca kosztuje 750 INR, tubylcy płacą 10. Skoro więc państwo pokazuje, że turysta powinien płacić znacznie więcej niż swój, to dlaczego niby sklepikarze, hotelarze i właściciele barów mają postępować inaczej?
Oprócz biletu, dostajemy małą mineralną i gustowne ochraniacze na buty (takie jak w niektórych naszych muzeach), tyle że w kolorze wściekłego karminu. Te ochraniacze są oficjalnie po to, żeby turysta nie musiał zdejmować butów i nie poparzył wydelikaconych stóp na gorącej posadzce. Jeśli ktoś oglądał film „Slumdog Millionaire” zna też inne, mniej oficjalne, wyjaśnienie. Aha, do Taj Mahal nie wolno wnosić: ostrych przedmiotów, jedzenia, napojów, papierosów, zapałek – trzeba je zostawić na recepcji.
Sam zabytek jest przecudny. Naprawdę warto tu było przyjechać. Nie będę się tu rozpisywał o historii tego grobowca, bo można ją przeczytać w każdym przewodniku.

Inne zabytki Agry to:
Fort (codziennie od wschodu do zachodu; bilet: 50 INR, ale dają zniżkę, jeśli mamy bilet to Taj Mahal) – widzieliśmy z zewnątrz, bo planowaliśmy zobaczyć fort w Delhi.
Grobowiec Itmad-ud-Daulah; na wschodnim brzegu Jamuny, 30 minut od Taj Mahal (codziennie od wschodu do zachodu; wstęp: 110 INR, zniżka z biletem do Taj Mahal).
Jama Masjid (Wielki Meczet) – w samym centrum, przy targu; meczet jak meczet (w tym miejscu warto wspomnieć, że niemal jedna piąta mieszkańców Indii to muzułmanie).
Z Taj Mahal i Fortu jedziemy jeszcze na rynek, ale robi na nas straszne wrażenie. Kramy poustawiane właściwie na śmieciach, obok ubojnia na świeżym powietrzu, gorąc potworny. Szybko wsiadamy do taksówki. Nasi przewodnicy próbują namówić nas na obiad w ciekawej restauracji. Lokal piękny, przed nim panowie w turbanach coś grają, w środku czyściutko. Ciekawe, jakie będą ceny? Z kosmosu. Nie dajemy się, wychodzimy i wracamy na dworzec. Tam zjemy dziesięć razy taniej.
Po południu, przed 18, mamy pociąg do Gwalioru (bilet: ok. 150 INR). Podróż trwa półtorej godziny. Kiedy dojeżdżamy, zaczyna się ściemniać.

Share:

0 komentarze:

Post a Comment