Friday, March 4, 2011

Kluby gościnnych

Berto i Lily - moi pierwsi goście

TEXT AVAILABLE ALSO IN ENGLISH

DISPONIBLE TAMBIÉN EN ESPAÑOL


Tysiące osób, podróżując po świecie, nie martwi się o nocleg, a przy okazji poznaje nowych przyjaciół. Wszystko dzięki internetowym społecznościom Hospitality Club i CouchSurfing. Te inicjatywy miłośników Internetu i podróży działają już od dobrych paru lat. Można powiedzieć, że zasłużyły na miano wiarygodnych. Kiedy parę lat temu niemiecki student Veit Kühne wymyślił sposób na kontaktowanie się osób, które są gotowe zaoferować darmowy nocleg z tymi, którzy go szukają, zapewne nie przypuszczał, że jego pomysł zyska tak wielką popularność. Dzisiaj HC ma prawie 330 tysięcy użytkowników w 207 krajach. Podobnie działa CouchSurfing, stworzony w 2003 roku. Ma ponad dwa i pół miliona użytkowników w 246 krajach. To dopiero robi wrażenie!
Miałem okazję kilka razy korzystać zarówno z jednej jak i drugiej strony. Gościłem ludzi m.in. ze Stanów Zjednoczonych, Brazylii, Niemiec, Francji, Włoch, Malezji, Szwecji czy Hiszpanii, ale też z Polski.

Jak to działa?

Trzeba się zalogować i podać trochę danych (mogą one zostać ukryte przez pozostałymi użytkownikami). Można zaoferować darmowy nocleg, oprowadzenie po mieście lub jedynie wspólny posiłek. Gość nie musi się przy tym odwzajemniać. Może się zresztą okazać, że gospodarz nie ma zamiaru podróżować do danego kraju. Obowiązuje reguła: dzisiaj ja goszczę ciebie, jutro ktoś ugości mnie.
Projekt jest realizowany bez pieniędzy. Zarządzanie stroną i bazą danych w kilkudziesięciu językach, w tym polskim, jest zasługą setek wolontariuszy. Założenie jest takie, że przyszły gość wysyła pierwszą wiadomość przez stronę internetową. Powinien podać imię i nazwisko oraz przybliżyć szczegóły podróży, jaką planuje. HC wymaga też podania numeru paszportu, co jak rozumiem, ma uwiarygodnić dobre intencje gościa. Gdy przyjedzie, gospodarz powinien sprawdzić dokument.
Potencjalny gospodarz przegląda profil przyszłego gościa, czyta komentarze, które na jego temat zamieściły osoby, które miały z nim kontakt. Zaopatrzony w taką wiedzę, decyduje, czy może i chce go gościć. Na podanie numeru paszportu przychodzi czas przy omawianiu konkretów. Bywa, że w ogóle się go nie podaje.

Nie tylko nocleg, ale spotkanie z ludźmi

O Hospitality Club dowiedziałem się przypadkiem. Zainteresowało mnie to, bo lubię podróżować. Zaryzykowałem. Moimi pierwszymi gośćmi byli Berto z Hiszpanii i Lily z Francji. Byli wolontariuszami w Czechach i będąc tak blisko Polski, postanowili zwiedzić Kraków. To było bardzo ciekawe doświadczenie. Przyznaję, że na początku podchodziłem nieufnie do HC. Zastanawiałam się, jak ten system funkcjonuje. Ale przekonałem się, że się sprawdza. Miałem same pozytywne doświadczenia. Bywa jednak inaczej, o czym świadczą opinie wystawiane niektórym gospodarzom czy gościom. Cóż, takie ryzyko istnieje zawsze, kiedy stykamy się z obcymi jak by nie było ludźmi.
Moim zdaniem, które podziela wiele osób, największa korzyść HC i CS to nie tyle darmowy nocleg – choć jest ważny, bo pozwala oszczędzić pieniądze na inne wydatki, na przykład zwiedzanie. Ważne są też rozmowy z ludźmi reprezentującymi inne kultury i obyczaje.
To daje tego typu klubom przewagę nad hotelami i pensjonatami. Poza tym gospodarz może doradzić zwiedzenie czy obejrzenie czegoś, co ma lokalny koloryt i jest pasjonujące, a nie znajdziemy tego w przewodniku albo jest w nim potraktowane zdawkowo.

Podróże dla pokoju

Oba kluby podróżników, bo tak je można nazwać, zawdzięczają funkcjonowanie wierze, że umożliwienie ludziom spotkań i krzewienie przyjaźni przyczyni się do pogłębienia zrozumienia między osobami wywodzącymi się z odmiennych kultur, a tym samym do umocnienia pokoju na świecie. Mają one wielu członków w takich miejscach jak: Izrael i Palestyna, Irlandia Północna, Bałkany, Czeczenia, Rwanda czy Timor. Ich twórcom przyświecała idea, że podróżując ludzie będą się spotykać i budować ponadkulturowe zrozumienie poprzez bezpośredni, osobisty kontakt.

Strony

Share:

0 komentarze:

Post a Comment