Tuesday, February 22, 2011

Samotny przyjaciel milionów

Podaj mi swój profil na Facebooku – to coraz częstsze pytanie między znajomymi. Nie mieć konta na FB to tak jakby nie istnieć – uważają niektórzy. I nie chodzi tu tylko o maniaków Internetu. Na FB jest coraz więcej firm, instytucji i urzędów. To obecnie bez wątpienia najpopularniejszy portalem społecznościowy na świecie, ma ponad 600 mln użytkowników.

Twórca Facebooka, Mark Zuckerberg ma dwadzieścia kilka lat, a już jest jednym z najbogatszych ludzi na świecie, jego firma jest warta ponad 50 mld dolarów. To musi robić wrażenie. Nic dziwnego, że Zuckerberg nie musiał czekać do starości aż ktoś nakręci o nim film. Taki film już jest. Wyreżyserował go nie byle kto, bo sam David Fincher (m.in. „Obcy 3”, „Siedem”, „Podziemny krąg”, „Ciekawy przypadek Benjamina Buttona”). Próbuje w nim odkryć kulisy sukcesu jaki stał się udziałem młodego Amerykanina.


Akcja filmu zaczyna się w 2003 r. Zuckerberg studiuje na Harvardzie. Jest uzdolnionym informatykiem. Stworzona przez niego strona Facemash służy do porównywania zdjęć studentek, przez co wywołuje sporo kontrowersji. Kiedy o jej twórcy staje się głośno po zablokowaniu uniwersyteckiej sieci, zwracają na niego uwagę Winklevossowie. Chcą stworzyć uczelniany portal społecznościowy i to zadanie powierzają Markowi. Ten podchwytuje pomysł, ale tworzy swój własny portal, który nazywa TheFaceBook (później odrzuci przedimek „The”). Strona błyskawicznie staje się najpopularniejszą stroną na uczelni, następnie w kraju, a w ciągu paru lat w wielu krajach na świecie.

Film ukazuje poszczególne etapy powstawania FB na dwóch płaszczyznach. Jedną jest spotkanie prawników i trzech stron, z których każda rości sobie prawo do portalu (Zuckerberg, bracia Winklevoss i Eduardo Saverin, który wyłożył pieniądze na budowę serwisu). Drugą – wywołane nią retrospekcje wydarzeń widziane oczami poszczególnych stron. Kto udowodni swoją rację? Zakończenie jest znane widzowi, to Zuckerberg uchodzi za twórcę serwisu, jednak za ugodę musiał zapłacić sporo, co oznacza, że sprawa nie była taka prosta. Z drugiej strony, mógł poświęcić niewielką część przyszłych zysków, żeby szybko zakończyć sprawę.
Trzeba przy tym pamiętać, że to film, a nie dokument i że przedstawiona w nim opowieść mija się w paru miejscach z faktami.

Muszę przyznać, że długo zwlekałem z obejrzeniem tego filmu, ale w końcu przełamałem się. Mam profil na FB i stwierdziłem, że warto wiedzieć, skąd się wziął jego fenomen. Rozczarowałem się nieco, bo film jest przegadany. Dłużył mi się niemiłosiernie. Z drugiej strony, czegóż można było oczekiwać – przecież prawnicy nie mogli wyciągnąć z rękawa nieznanego dotąd dowodu czy świadka, ukrywanej „córki”, byłej żony itp., jak to bywa często w filmach, których akcja rozgrywa się na sali sądowej.
Trzeba przyznać Fincherowi, że stara się być obiektywny: nie robi z Zuckerberga sympatycznego gościa, ofiary pazernych kolegów. Pokazuje, że choć u podstaw FB leżała chęć stworzenia portalu do wymiany kontaktów, poglądów, zdjęć itp., to kiedy uświadomił sobie, jaką siłą ten portal dysponuje, nie cofnął się przed niczym, nawet przed zdradzeniem tych, którzy go wspierają i mu ufają. W filmie jest pokazany jako antypatyczny, pewny swego geniuszu człowiek, który ma wszystko i wszystkich w du…

Ten film pokazuje też, jak dzisiaj robi się karierę. Czasem można ją zrobić w rok-dwa. Potrzebny jest przede wszystkim pomysł (czasem najlepsze są te najprostsze), trochę pieniędzy, ale też ciężka praca, która często wymaga zniszczenia relacji z tymi, którzy są nam najbliżsi. Taką cenę ponosi twórca Facebooka, który traci jedynego prawdziwego przyjaciela.

“The Social Network”, reż. David Fincher; scenariusz: Aaron Sorkin, prod. USA; wyst.: Jesse Eisenberg, Andrew Garfield, Armie Hammer, Justin Timberlake. Film ma 8 nominacji do Oscara. Ile statuetek zdobędzie, dowiemy się 27 lutego.

Trailer filmu
Polska strona filmu: http://www.socialnetworkfilm.pl

Moja wizytówka na FB znajduje się w menu po prawej stronie. 
Share:

0 komentarze:

Post a Comment